W okresie kwiecień – czerwiec wystartowaliśmy w 6 przetargach:

  1.  Instytut Partnerstwa Publiczno-Prywatnego – stworzenie 10 ebooków w ramach projektu “Rozwój kadr nowoczesnej gospodarki” – skład i eksport do formatów: pdf, mobi, epub i responsywne strony html
  2. Przetarg na wydanie 2 czasopism informatora samorządowego dla Urzędu i Gminy w Połańcu – skład i druk Merkuriusza Połanieckiego
  3. Opracowanie publikacji promujących Kraków dla Urzędu Miasta w Krakowie – projekt i skład
  4. Przetarg nieograniczony na przygotowanie poradnika: „Dobre praktyki na rzecz rewitalizacji”, złożony wspólnie z Instytutem Rozwoju Miasta dla Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju – skład książki
  5. 2 publikacje promujące Beskid Wyspowy dla LGD Limanowa – projekt okładek, korekta, skład i druk
  6. 7 poradników dla Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnych – korekta, skład DTP i druk

Udało się wygrać 5 z 6 tych przetargów! A zatem naszą ofertę możemy ocenić na mocną piątkę w sześciostopniowej skali. Postaramy się by na przyszłość ta nota była wyższa.

Nie samym składem tekstu dtpowiec żyje. Czasem w nasz idealny świat wdzierają się mapy bitowe :) Co zrobić by ich wygląd nie popsuł nam książki, czy też gazety? Oto pierwsza część podstaw, w drugiej omówimy przygotowanie zdjęcia do druku.

Po pierwsze musimy sobie uzmysłowić, że klient często będzie je zmieniał, dlatego warto je przygotowywać do druku w ostatnim etapie pracy. Indesign przechowuje tylko podgląd zdjęcia, źródło znajduje się w pliku tiff, jpg, psd. Odradzam używania eps, png – te pliki niosą pewne zagrożenia – zdarza się zawieszanie Indesigna, problemy z generowaniem pdf. Pomiędzy jpg, a tiff w jakości nie ma w zasadzie różnicy, należy pamiętać tylko o zapisie jpg bez kompresji. Natomiast w tiffie polecam kompresję LZW, która nie powoduje obniżenia jakości. PSD używamy przy wyciętych obrazkach – tiff zawsze wrzuca się z białym tłem, w psd tło jest przezroczyste.

Umieszczanie zdjęć

Przede wszystkim unikajmy wszelkiej grafiki osadzonej – nie mamy nad tym kontroli, pewniej jest by każda grafika miała łącze czyli źródło (zdjęcie umieszczamy poprzez ctrl+d lub przeciągnięcie do Indesigna z programu do obsługi plików). Łącza powinny być ponazywane nie powtarzającymi się nazwami, aby w razie otwierania na innym komputerze nie podmieniły się niewłaściwie. Po kliknięciu lewym przyciskiem z alt w Indesignie, zdjęcia otwierają się w Photoshopie.

Jakie zagrożenia w Indesignie?

  • uwaga na skalowanie zdjęcia z zadanym obrysem – zmienia się się wraz ze skalowaniem i z 1 pkt po zmniejszeniu może się okazać że obrys ma 0,2 pkt.
  • uwaga na zadawanie obrysu do zdjęć które mają ustawione oblewanie – powoduje to wyłączenie oblewania tekstu
  • uwaga na zdjęcia z oblewaniem – zmiana rozdzielczości w Photoshopie, czy też nawet konwersja koloru – powoduje większe lub mniejsze przesunięcia tekstu
  • zbytnie powiększenie zdjęcia w Indesignie, którego nie udźwignie źródło. Dobrze obserwować efektywne ppi (zaznaczenie zdjęcia i rozwinięcie palety łącza), które pokazuje realną rozdzielczość. Minimalna do druku to 240 dpi, optymalna 300 dpi.
  • nie zamienienie źródeł na CMYK. Wprawdzie Indesign konwertuje w pdf zdjęcia do CMYK, ale kontroli nad tym co otrzymamy nie mamy.

Paleta łącza

Jest to lista umieszczonych grafik. Warto zwrócić uwagę:

  • czerwony wykrzyknik – zdjęcie nie ma źródła
  • żółty trójkąt – zdjęcie nieuaktualnione – trzeba kliknąć uaktualnienie pojedynczego bądź wszystkich plików
  • go to link – klikając przenosimy się od razu do łącza
  • Panel Options – ustawiamy przydatne rzeczy do wyświetlania w panelu – np. tryb koloru zdjęcia

 

 

pozycjonowanie ikona

Disavow tool – kiedy korzystać?

Jeśli strona spadnie gwałtownie w wynikach wyszukiwania, mimo tego że posiada wartościową i niezduplikowaną treść, pierwszą z przyczyn, które należy szukać to filtr za linki przychodzące do witryny. Nawet jeśli nie dostaniemy powiadomienia o wykryciu nienaturalnych linków, mogą one być przyczyną słabych pozycji naszych fraz w Google. Łatwo to sprawdzić gdy na słowo kluczowe + nazwę naszej strony wyprzedzą nas w Google strony zapleczowe, albo nawet fora czy katalogi z tekstami dotyczącymi naszych podstron, oznacza to, że nasza strona nie jest dobrze oceniana. Gdy upewnimy się że przyczyną słabych pozycji nie jest treść, a linki przychodzące pora na reakcję.

Skąd pobrać linki przychodzące do strony

Sposobów jest kilka, ja opiszę zastosowany przeze mnie.

  • Po zalogowaniu się do Narzędzi dla Webmastera, w sekcji Ruch związany z wyszukiwaniem, klikamy Linki do Twojej witryny.
  • Następnie w Źródłach największej liczby linków, klikamy więcej a potem Pobierz więcej przykładowych linków
  • Ściągamy plik CSV
  • Rejestrujemy się bądź logujemy na https://majestic.com
  • W zakładce Webmaster tools autoryzujemy nasze konto i łączymy z Majestic
  • W zakładce My Reports tworzymy nowy zaawansowany raport z nazwą domeny i klikamy w niego
  • W podstronie Overview w tekście znajduje się link w słowie download który klikamy by pobrać linki, potwierdzamy dwukrotnie chęć pobrania i znajdujemy się na podstronie gdzie mamy: Backlinks for ‘domena.pl’ gdzie możemy wreszcie pobrać nasze linki
  • Są one spakowane i po rozpakowaniu ukazuje się nam plik csv, który trzeba importować do excela
  • Otwieramy excela, klikamy zakładkę dane i import pliku z tekstu. Następnie ustawiamy typ pliku – rozdzielany, kodowanie UTF-8, separator – przecinki i konwertujemy plik do excela wraz z podziałem na kolumny

Excel z linkami

Pierwsza kolumna do target url czyli nasze podstrony, source url to jest to co nas najbardziej interesuje – adres linku przychodzącego, następnie anachor odnośnika i wiele kolejnych danych.

Selekcja linków

Do selekcji linków można użyć narzędzia do analizy linków, takie jak np. seo odkurzacz, które błyskawicznie pomoże wyłapać śmieciowe linki. Jeśli selekcji dokonujemy ręcznie to odrzucamy:

  • wszystkie zbanowane strony z których link kieruje do naszej witryny (komenda site:domain.pl wpisana w google zwraca nam 0 zaindeksowanych podstron)
  • wszystkie śmieciowe katalogi i precle – pełne wielu różnych linków, bezładnych tekstów
  • wszystkie strony typu porno, viagra, hazard itp.
  • strony z linkami ze śmieciowych komentarzy
  • obcojęzyczne nietematyczne strony
  • wszystkie strony które zawierają zbyt wiele linków do naszej strony zwłaszcza z powtarzającym się exact match anchorem
  • strony z farmami linków i ze spamową treścią

Stopień zaostrzenia selekcji jest określony przez ilość problemów, które ma naszą strona. Jeśli nie ma filtra nie musimy usuwać np. linków z nietematycznych, ale solidnych stron zwłaszcza bez anchora, z gołym url prowadzącym do naszej domeny.

Gdzie zgłaszamy?

Pod tym adresem znajduje się narzędzie do zgłaszania niechcianych linków. Google ostrzega przed uważnym i rozważnym stosowaniem tego narzędzia – to może być swoiste trzęsienie ziemi dla domeny. Jeśli usuniemy zbyt dużo średniej i dobrej jakości linków, nasze pozycje bez wątpienia mogą spaść. Na pewno nie wolno dodawać do narzędzia wszystkich linków które znajdziemy, bez przeglądania i sortowania.

Plik disavow musi być dostarczony w formacie .txt, jego nazwa nie ma znaczenia.

Przykładowa treść pliku disavow

#disavow domains 2015-05-05

domain: spamdomain1.com
domain: spamdomain2.com

#disavow links 2015-05-05

http://spamlink1.pl/spamlink/
http://www.spamlink1.pl//?c=24&s=5&p=16&t=0

Jeśli uznamy, że cała linkująca domena jest niewartościowa, nie ma co się bawić we wstawianie linków, zwłaszcza że często jest ich mnóstwo. Wystarczy podać polecenie domain i wskazać domenę. Jeśli domena, która wskazuje na naszą stronę jest wartościowa, ale poszczególne jej podstrony zawierają zbyt dużo odnośników, zbyt dużo anchor tekstów, np. pozycjonowanie, albo spamową lub obcojęzyczną treść, możemy usunąć poszczególne linki wklejając je do pliku.

Co dalej?

Google rozpoczyna proces usuwania linków, który w zależności od ilości może potrwać od tygodnia do kilku tygodni, choć czasami to może potrwać dłużej. Po przetworzeniu robot określając  ranking strony pobiera te linki z disavow i nie uwzględnia ich przy obliczaniu pozycji w Google.